RSS
niedziela, 27 stycznia 2008
Blade is in the air
Lato 2019 roku było wyjątkowo duszne, szczególnie jeśli nie byłeś szczęśliwcem, który załapał się na bilet do jednego z miast objętych programem "Bezpieczne lato". Tam można było przynajmniej spróbować oddychać, bowiem niebo tak naprawdę było zakryte potężnymi kopułami z syntetycznego materiału, pod którymi zaczepione były wirniki nieustannie filtrujące powietrze. Jeśli jednak liczyłeś, że na przejście z domu do sklepu wystarczą ci trzy suche koszulki, pomyśl raz jeszcze. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz, do skutku. A najlepiej, przestań myśleć w ogóle. Jest lepko, klejąco i potwornie wilgotno. W takich to okolicznościach niepowtarzalnej przyrody poznajemy młodego adepta sztuki dziennikarskiej, zafascynowanego historią życia Mrocznego Rycerza.

Wasz nieoceniony narrator dobiega w tym czasie już czterdziestki, ale z uwagi na swój tryb życia wygląda na jakieś dwadzieścia pięć. Niech będzie, że dwadzieścia sześć lat (moja recepta na zdrowy wygląd? seks, narkotyki i rock'n'roll). Od kiedy Mroczny w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął, właściwie nie zajmuje się już pisaniem, ale żyje z praw do filmów, reklam i sprzedaży całej masy gadżetów (szczególnie gorąco polecamy pościel w nietoperze i stylowe mroczne figurki, które umilą Wam długie wieczory spędzane w szklanych budynkach Waszych firm). Raz w tygodniu udaje się do klubu, który udostępnia prawdziwy, nieprzefiltrowany tlen z dodatkiem bonusowych substancji, w zależności od gustów klienta. Bar prowadzi młoda Tajka, która to znajduje się obecnie z narratorem w początkowej fazie erotycznej przyjaźni (jej ulubiona książka to Lolita, film: Wielki błękit, marzy o karierze w Organizacji Narodów Sprzymierzonych, a w wolnych chwilach słucha zakazanych piosenek Noir Desire). Życie przypomina trochę pomieszanie Klanu i filmów Gondry'ego. I w ten, poukładany świat wkracza ten węszący dziennikarz.

Gdyby nie to, że mamy rok 2019, pomyślelibyście pewnie, że to Ryan Gosling urwał się na chwilę z planu swojego najnowszego filmu. Ale to niemożliwe, bo ten sympatyczny skądinąd osobnik zajmuje się już wyłącznie sprzedażą wspomnień, na potrzeby zresztą różne. Nie jest szczególnie groźny, ponieważ w swym krótkim życiu nie zdążył jeszcze dokonać zbyt wielu wszczepów. Ale dlaczego nagle zaczyna szukać? Czy nie może, jak inni, pogodzić się z myślą, że Mroczny wyemigrował na Islandię, zamieszkał na wyspie Gimsey, gdzie wraz z grupą tamtejszych byłych rybaków rozwiązuje odwieczną zagadkę pod tytułem: "Kto zabił fokę"? Pewnie może, ale wtedy nie byłoby dzisiejszego odcinka.

Nazwijmy go Butch. Imię dobre, jak każde inne, a na dodatek gówno znaczy, więc nie będzie się Wam kojarzyć z facetem, z którym teraz sypia ta niezła blondyna z naprzeciwka, którą tak namiętnie podglądaliście co wieczór (tak, w 2019 roku już wszystko o Was wiemy). Więc Butch jeszcze nie wie, jaką przeszkodę będzie musiał pokonać, aby poznać odpowiedź na swoje pytanie. Przeszkoda ma na imię Rita i jest jedyną osobą, która ma dostęp do spuścizny po Mrocznym.

Nikt nie wie, ile Rita ma lat, ale nikt się tym specjalnie nie interesuje. Od kiedy wyszło na jaw, że ma romans z prezydentem USA, Johnnym Deppem, większość jej fanów trzyma się na dystans. Na wszelki wypadek. Zresztą, tak naprawdę jej wiek nie ma większego znaczenia. Niewątpliwie jest bowiem najbardziej smakowitym kąskiem niewieściego ciała, jaki możecie sobie wyobrazić. Mieszanka Milli Jovovich z Natalie Portman. Nic dziwnego, że nawet najpotężniejszy człowiek na Ziemi nie mógł się jej oprzeć. Biografowie wciąż spierają się nad charakterem jej znajomości z Mrocznym. Niewątpliwie łączyły ich stosunkowo udane wieczory, noce i poranki, ale to nie dziwi szczególnie. O jej powodzeniu musiało jednak zdecydować zamiłowanie do japońskiej animacji, komiksów Marvela oraz zdjęć komunikacji miejskiej. Ale nie jest to w żadnym stopniu potwierdzone.

Butch i Rita spotykają się w hotelu Mariott, na tym samym piętrze, gdzie doszło do pamiętnej konfrontacji Kaczmarek-Krauze (nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się, że zmieni ona bieg historii, a w dalszej konsekwencji wprowadzi do ław rządowych m.in. Piotra Rubika oraz jego starą). Wypijają po jednej kawie, jednym mrożonym drinku z palemką i zjadają szarlotkę (nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się, że w kilka dni później Cezary Michalski z chrześcijańskim miłosierdziem pochyli się nad zmarnowamymi w tej kawiarnianej sali jabłkami; jego tekst "Musimy poznać prawdę o świętej jabłoni" stanie się klasykiem światowej krytyki społecznej). Oboje wiedzą, że ten moment musi nadejść. I nadchodzi.

- Rito, co Mroczny robił, żeby mieć tyle dziewcząt?
- Nic - odpowiada Rita i zaciąga się lufką nabitą bonusowymi substancjami wprost od zaznajomionego wietnamskiego przemytnika - one zawsze wracają.

Powyższy tekst narrator dedykuje dwóm ludziom.
Philip Kindred Dick i Ridley Scott - dziękuję.
19:13, stereoboy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 stycznia 2008
(bez tematu)
Budzik dzwonił. Dzwonił budzik. Jak każdego dnia zbyt wcześnie, jedynym plusem tego poranka był fakt, że za oknem panował przyjemny mrok. Mroczny przetarł swe prześlicznej wprost urody błękitne oczęta. Bolała go głowa, a na pościeli wciąż widać było ślady wczorajszych zdarzeń. Nie, nie to nie to, co myślicie (no, przynajmniej co niektórzy, część zazdrosnych panienek ma jednak rację). Superbohaterowie, w dodatku mroczni superbohaterowie nie miewają syndromu dnia wczorajszego, powszechnie nazywanego kacem, a na pewno już nie w takiej postaci. Ale jesteście chyba ciekawi tego, co tam się działo, zanim narrator zaczął pisać o dzwoniącym budziku (budziku dzwoniącym)? W tym celu musimy cofnąć się kilkanaście godzin.

Dzwonił telefon, brzęczał domofon, bujał się tramwaj, ale nie jest to ważne dla biegu naszej historii. To tylko taki zabieg retardacyjny, coś jak opisy przyrody w Nad niemnem. Na pięknym, porośniętym bujnym winoroślem poznańskim osiedlu pojawia się nasz bohater. Czoło jego chmurne, wzrok mrokiem przesiąknięty. W słuchawkach jego gładziutkiego iPoda brzmi !!!, dyskotek dla tańczących inaczej (disco punk is not dead). Dzień jak co dzień, he? Niewierni Tomasze i upadłe Magdaleny! Czy naprawdę tak jasne są wasze sumienia?

Na kaloryferze przy wejściu do hacjendy Mrocznego siedziało drobne, blondwłose dziewczę. Dziewczę wyglądało jak gdyby opuściło dopiero co imprezę o charakterze wysokokulturalnym w klubie SQ, jednak nie z powodu selekcyjnych zastrzeżeń, a raczej serca złamanego faktu (od razu uspokajam, że dziewczynka nie była emo; emo dziewczynkom Mroczny mówi nie). Krótka charakterystyka postaci (uważni czytelnicy na pewno już spostrzegli, że w dzisiejszym odcinku narrator zapragnął sprawdzić swoje umiejętności retardacyjne): spodnie rurki, butki balerinki z kokardką, bluzeczka jak marzenie - w groszki, paski i inne kolorki. Fryzura z wiadomą grzywką i plastikowa opaska wetknięta na czubku. Po prostu księżniczka, cud i malinka. Przerwa na reklamę, narrator pociąga z kubka sporawy łyk nieszczególnie już gorącej herbaty Lipton, czarnej, z żółtego pudełka wyciągniętej. Koniec przerwy na reklamę.

Historia jest prosta i w gruncie rzeczy dosyć banalna, jak to w przypadku historii pomiędzy mężczyznami a kobietami bywa (no dobra, wiem, że to dziewczynka, ale z dziewczętami, szczególnie tymi blond, to naprawdę różnie bywa). Dziewczę zostało samo, w samych balerinkach z kokardkami, które przemokły przeokrutnie, w samej bluzeczce w groszki i paski. Sroga i mroźna noc przed nią. Zapomnijcie o Kinszasie, mrok za oknem, lód za paznokciami. Tylko ona i skrzynki pocztowe. I wtedy wchodzi on. Cały na czarno.

I ona wie już, że ta historia finał swój będzie miała inny, niż mieć miała do tej pory. Że oto przed ślicznymi jej krasymi licami staje oblicze samego Mroku, syna jedynego ciemności, który dla ludzi się tu znalazł i dla nich walczy z okrucieństwem nudy i codzienności. Że Mroczny Rycerz, to nie jest jakiś tam pozytywny bohater z serialu klasy Prison break sezon trzeci, tylko jest to mężczyzna z krwi i kości, taki Bruce Willis, tylko młodszy, przystojniejszy, bardziej szarmancki i w ogóle (ale w sumie szacun dla Bruce'a Willisa i tak, on jeden godzien sznurować mroczne obuwie). Że on przyjdzie, spojrzy i będzie wiedział wszystko. Że nie będzie pytał. Wiecie. Zrobi herbatę i świat będzie inny. Krokusy się na betonie urodzą, góra urodzi mysz, która przyjdzie do Mahometa.

Dziewczę (o blond włosach, jasnych jak zielone pola Irlandii), ściąga swe przeokrutnie przemoczone butki balerinki (to też taki zabieg, że niby ściąga obuwie, a tak naprawdę ściąga to, co każdy sobie w mrocznym sercu stworzył). Pozostaje w samych tylko kolorowych skarpetkach, bo takie jedynie pasuje do reszty, a już w szczególe do spodni rurek. I taka, odzywa się cicho, że zimno i pada; herbata stygnie. I taka idzie za Mrocznym, który wskazuje jej kierunek - tam, tam jest to miejsce, gdzie doznasz zjednoczenia z Panem. Idzie, a kolorowe jej skarpetki pozostawiają mokre smugi na gładkim linoleum.

Budzik dzwoni. Dzwoni budzik.

PS. Mroczny bardzo nie chciał, aby o tym pisać, jest to więc inicjatywa stricte odnarratorska, która ma jednak być odpowiedzią na Wasze, czytelnicze potrzeby. Wszystkie młode, piękne i jasnowłose niewiasty, które mają ochotę na bezpośredni kontakt z Jego Mrocznością, niech rejestrują się poprzez wysłanie smsa o treści G00085 na 71222. Można przekazywać dalej. Pokażmy, że to Mrok jest lekarstwem, Mrok jest wybawieniem. Dziękujemy.
20:45, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 stycznia 2008
Po-mrocz-ność niejasna
- Kim jesteś książę? - zapytała lekko wydymając wargi. Jeśli kojarzycie filmy z Marylin Monroe, wiecie o czym mówię. Jeśli ich nie kojarzycie, nie istniejecie jako czytelnicy tego bloga.
- Jestem Twoim najmroczniejszym sekretem, jestem Twoim mrocznym przedmiotem pożądania, jestem nigdy niespełnionym marzeniem - odpowiedział Mroczny Rycerz, zresztą zgodnie z prawdą.

Sytuacja liryczna jest taka, jak to bywa zazwyczaj. Jest mężczyzna i jest kobieta, są papierosy, dużo dymu jest, alkohol jest i głośna muzyka. Klasyczny układ, jak ze starożytnego dramatu. Ale na dramat w tej historii dopiero przyjdzie pora (ale wprawne oko i ucho już wie, czego się spodziewać).

Noc, alkohol szybko rozpływa się w młodych (ach, jakże młodych!) organizmach, nie ma czasu na rozsądek. Poprzez tumany elemów lajtów wyziewa jakiś nowojorski disco-punk. Eteryczne blondynki ekstatycznie prężą swe nieopalone ciała. Gdzieś był historii tej początek, ale umknął. Wybaczcie, narrator jest tylko człowiekiem.

- Zabawiaj mnie - mówi do niego, a on nie wierzy, że słyszy to, co właśnie usłyszał. On nie jest w nastroju, nigdy zresztą nie jest, bo to jest właśnie ten jego słynny nastrój. Nieważne, czy pracujesz na stacji benzynowej w Płocku czy nalewasz piwo na rodzinnych festynach Muzycznej Jedynki (dorabiasz do kieszonkowego, a potem idziesz do miasta, spotykasz ludzi, których nie powinnaś spotkać, rano budzisz się z kacem, Twój facet już dawno poszedł, zostawił tylko skarpetki i zmarszczoną pościel), poddasz się mu. Nie próbuj się sprzeciwiać. Nie.

Bierze głęboki oddech. Poodsłaniane fragmenty ciał przesuwają się przed jego oczami, jak klatki filmu. Zatrzymuje się na chwilę, a ona w tym czasie wychodzi. Udaje, że jej nie zależy, ale Mrocznego tam nie ma. Zaczyna się dramat, zapnijcie pasy. Przy starcie możecie mieć lekko zatkane uszy, to zupełnie normalne. Wyjścia awaryjne znajdują się na prawo od drzwi głównych, nie ma powodów do paniki. Wyjątkowo duszny styczeń.

Coś rozgrywa się daleko od czujnego wzroku narratora, ale ważne, że muzyka gra. Jest coraz bardziej gorąco, światła ostro przecinają mrok, co nie jest szczególnie komfortową okolicznością. Na szczęście nasz bohater ma dodatek związany z pracą w trudnych warunkach, w związku z czym może się ponownie napić. Zamawia od razu dwa kieliszki. Barmanka pochyla się nad nim, ma bardzo głęboki dekolt. Mroczny odwraca głowę, nie była blondynką.

Ta mała tańczy sama. Jej status społeczny nie jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka i to jest niewątpliwie dużym atutem. Nie tak dużym jednak, jak jej zgrabne nogi i młody biust. Czy gdyby wiedziała, co za chwilę zdarzyć się może, zdołałaby uciec? One nigdy nie uciekają. Alkohol uderza do skroń, perkusję czuć w potylicy. Środek upalnej styczniowej nocy, witajcie w Kinszasie. Po ulicy biegają handlarze przeszczepianych kończyn. W mieszkaniu na rogu właśnie gaśnie światło. Tam teraz dzieje się akcja.

- To ja, bezserdeczny idol mas, wstrząs dla mainstreamowych środowisk centrolewicowych, bezkomprowisowy i nietolerancyjny łamacz niewinnych serc niewieścich. Przychodzę i odchodzę, nigdy nie wiesz kiedy. Chcesz mnie poznać? Postaraj się bardziej. Nie zapalaj nocnej lampki, to będzie znak. Na stoliku zostaw zawsze trochę kolorowego alkoholu, niech to będzie znak. I pamiętaj, zawsze podziękuj. Już po.

22:53, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Jest Mrok. I nie ma innych słów w tytule.
Czasem, gdy zapada (nie, nie zmrok) ciemność, Mroczny lubi sobie usiąść w fotelu i nabić fajeczkę (informacje dotyczące zawartości fajki zostały utajnione ze względu na dobro osób występujących w notce). I gdy tak sobie zasiądzie, rozkoszując się wolno wypuszczanym dymem, trzymając w dłoni lekko schłodzoną szklaneczkę najepszej irlandzkiej whiskey (ze znakomitego rocznika), lubi on też powspominać. Już widzę te Wasze zdziwione twarze - czy to kryzys wieku średniego? a może zimowa depresja? Nie, odpowiem w jego imieniu (wybaczcie, wymogi konwencji, ale macie moje słowo wzorowego harcerza, że prawdę prawię i słowom mrocznym wierny jestem jak Zawisza Bydgoszczy). Nie, to tylko zwykły, ludzki przejaw człowieczeństwa. Pora na kwadrans (albo trochę mniej, albo trochę więcej - zależy, jak szybko czytacie) szczerości i osobistych wyznań.

To, czego się dowiecie, będzie dla wielu z Was szokiem. Wszystkie osoby o słabym sercu proszone są o natychmiastowe zamknięcie strony bądź niezwłoczny kontakt z lekarzem prowadzącym w celu konsultacji. Otóź - Mroczny jednak ma uczucia. Może nie takie, jak Tom Hanks w Bezsenności w Seattle albo Jim Carrey w Zakochanym bez pamieci, ale coś czasem do niego dociera, wytrwale przedzierając się przez chitynowy pancerzyk (no jakże jestem dumny z tego epitetu!). Pamiętacie bohaterów romantycznych? To zapomnijcie, bo macie przed sobą "new wave of dark heroes" - dark&emotional (i niech Was ręka boska broni przed próbą najmniejszego skracania tego określenia, nie życzymy sobie, aby wujek google zaindeksował naszego bloga jako emo).

Mroczny płacze na filmach (co prawda zazwyczaj wtedy, kiedy blondynka ściąga górę od bikini, ale fakt jest faktem; niezaprzeczalnie). Mroczny słucha ładnych piosenek (co prawda wyobraża sobie wtedy, co zrobi kiedy będzie ich słuchał wraz z niebieskooką małolatą, no ale jednak). To wszystko jednak wielkie nic w porównaniu z tym, że nasz niezłomny rycerz z nieskrywaną już dłużej lubością zaczytuje się w szatańskich wersetach poezji (co prawda w 99% są to mało udane próby wyznania miłości przez jego fanki, a o wartości wiersza decyduje przede wszystkim długość nóg, ale sami wiecie). I jak tu teraz żyć? Wiem, wiem, to Mroczny nam zgotował ten los.

Serum prawdy powoli rozpuszcza się już w krwioobiegu. Szklanka jest już do połowy pusta, na szczęście butelka jest jeszcze w połowie pełna. Fajeczka swobodnie jeszcze pyk-pyka, ale dymi już z dużym szacunkiem dla środowiska naturalnego i cieplarnianego efektu (a co Ty dziś zrobiłeś dla przyrody?). Pewnie ciekawi Was bardzo dlaczego Wam to wszystko mówię dziś. Sam nie wiem, ja jestem tylko zwykłym narratorem, który jest zaledwie literacką emanacją bohatera, nie jest wszechwiedzący, jak ten od Lalki i nie może wpływać na losy swoich postaci, jako i ich czyny. Mogę się jedynie domyślać, że jest to pewien rodzaj intertekstualnej gry z czytelnikiem. I najpewniej zaprowadzi to nas wszystkich na krawędź wszechświata, skąd tylko Mroczny będzie mógł nas sprowadzić. Może to o to mu chodzi. Ale, najdrożsi czytelnicy, czy w postmodernistycznej konstrukcji świata i okolic nie chodzi również o to, że nie ma rozwiązania?

Dziś w ramach podziękowań - wyrażamy swoje głębokie uznanie dla wszystkich, którzy nie dali się nabrać na bełkot powyżej. Peace.
22:57, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2007
zaMROCZenie
Jest jeden mrok. I gdziekolwiek bym nie szedł, krocz mroku za mną.

Nie próbuj wyrzec się mroku, albowiem znajdzie on cię. W samolocie, w nocnym klubie, w damskiej toalecie na wydziale filologicznym. Mrok jest wszędzie. Mrok cię widzi, szuka cię. Zawsze.

Gdy nie myślisz o mroku, martwi się on. Jest jednak ktoś, kto mrokowi całkowicie oddany jest. O, nie mylicie się krasne białogłowy i ich niewierni partnerzy. Mroczny Rycerz jest jedynie prawdziwym mroku rycerzem. Kroczcie za nim w drodze do królestwa ciemności. I siądźcie wraz z nim przy tronie. Sami zresztą wiecie jakim.

Ostatnimi czasy rozmawiałem długo z Mrocznym, różnymi kanałami. I Rycerz nasz długo myślał nad tym, którą to z historii opowiedzieć dziś. Musicie wiedzieć jeszcze, że w wolnych chwilach MR zaczął spisywać swe przygody, tym samym redukując co nieco rolę narratora. Przykre to, ale nie zwykłem się sprzeciwiać, a tym bardziej już mocy takiej.

Było kilka strategii, ostatecznie ograniczyliśmy się do dualnej opozycji "wesoło-smutno". Mroczny jednak, jaka osoba z gruntu swego alternatywna i nie znoszącą mainstreamu, zdecydował się na historię w swym tradycyjnym sosie. Wiadomo, zasady zobowiązują.

Onegdaj (co znaczy, że niedawno całkiem) otrzymał był MR list świeżutką emalią pokryty (adres dostępny po uprzednim nadesłaniu roznegliżowanej fotki - info tylko dla blondynek!). W liście tym, pewien potomek Eamona de Valery, poza oczywistym hołdem, szacunkiem, etc., bije na alarm. Oto krótki cytat, po odpowiednich translacjach:

"Mroczny, wiemy, że jesteś niezły. Wiemy, że jesteś ponadto. A jednak piszemy, bo liczymy, że zechcesz rozpostrzec swe skrzydła nad naszym światem. Problem jest taki, że wyspę o tej porze roku pokrywają zazwyczaj ciemności i jest to sygnał dla wszelakich nieludzkich postaci do wyjścia i działania. A jednak roku tego, być może nawet i pańskiego, wszędzie kłuje w oczy cholerna zieleń. Tak, rozumiemy, że to tradycja, duma i takie tam, ale co z potrzebami innych? Od dzisiaj, każdej nocy nad miastem brodu z trzcinowymi płotami widnieć będzie Twój mroczny symbol. Przybądź Rycerzu na wezwanie!"

Na pewno nie raz stykaliście się z pogłoskami, że MR nie ma uczuć. Otóż nie są to pogłoski, w istocie nasz heros ciemności kieruję się li tylko zasadmi (bo za uczucia nie można przecież uznać jego fascynacji dziewczętami o jasnych włosach i bladych licach). Zasada numer jeden mówi więc: jeżeli możesz uczynić coś, aby wyznawców Mroku było więcej, zrób to. Cóż więc zrobił Mroczny? Oczywiście to zrobił!

Cytując Tomasza Zimocha, wzbił się w przestworza i zawisł na niebie, jak jakiś przedziwny czarnoksiężnik (no zgoda, trochę pojechałem, bo gdzie czarnoksiężnik, a gdzie rycerz, ale wiecie rozumiecie, cytaty rządzą się własnymi prawami). I gdy tylko postawił pierwsze kroki na zielonej ziemi, świat przedstawiony nie był już tym samym światem. Stał się światem przestawionym. Żadna to magia, lecz moc niezwykła sprawiła. Istny Mordor, kamień na kamieniu nie pozostał, jeśli wiecie, co chcę Wam przekazać, młodzi padawanie (bo ja sam nie wiem). To Mroczny ludziom zgotował ten los.

Co się działo potem, długo by mówić. Dość, jeśli przekażę, że gdybym to opisał, to page rank bloga znakomicie by wzrósł, bowiem zmuszony byłbym do użycia najpopularniejszych słów kluczowych wszelkich przeglądarek świata i najbliższych okolic. Cud malinki, spódniczki, uśmiechy, makijaże, top trendy. Ech.

Niechże dziś wyjątkowo będzie międzynarodowo: We would like to thank Rosanna Davison. Dark Knight will be very happy to meet you. Please, wear your favourite bikini.
21:40, stereoboy
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 listopada 2007
Reflektorem w mrok
W kolejnym epizodzie najmroczniejszych z mrocznych przygód, wita Was Wasz narrator. Skromny, bo skromny, ale przynajmniej nie strajkuje, więc nie musicie się obawiać, że odcinków MR zabraknie. Marka MR zawsze stawia na jakość, bo to Wy, Drodzy Czytelnicy jesteście tak naprawdę tą marką. To dzięki Wam przecież istniejemy. No, może się trochę zagalopowałem, bo Mroczny jest przecież nadludzką i ponadczasową emanacją ciemności. Ale nie o tym miało być.

Piszecie do nas często (Jego Mroczność podpowiada, że nie do nas przecież, tylko do niego) z różnymi prośbami i życzeniami. Chciałbym odpowiedzieć Wam wszystkim, ale z uwagi na natłok problemów świata, z którymi się Mroczność Jasna styka, nie mogę. Dzisiaj ukłon zatem w Waszą stronę - Zawisza Mroczny odpowie na niektóre z listów.

Otrzymaliśmy niedawno przesyłkę od Roberta z Kazimierza, pięknie skreślonych kilkadziesiąt zdań, na szalenie gustownej, różowej papeterii. Robert ma już 35 lat, ale ma problemy z dziewczętami. Jest bardzo nieśmiały i chciałby wiedzieć, jak Mroczny to robi, że ma prawdziwe tłumy adoratorek. Otóż Drogi Robercie, musisz wiedzieć, że Nasz Heros nic nie robi. Niektórzy tak mają, że co się nie ruszą, to wpadają w przyciąganie damskich ciał. Po prostu Robercie, na świecie niektórzy muszą tak mieć. Jeżeli chciałbyś jeszcze wiedzieć, dlaczego to Mroczny to ma, a nie Ty, pozwól, że zadam Ci jedno, nieskomplikowane pytanie? Kto tu jest Mroczny? He?

Pisze też do nas Jessica Genowefa z Koła, która serdecznie prosi, żeby wyjaśnić co trzeba zrobić, żeby się z Mrocznym zaprzyjaźnić. Otóż Jessi, nie możesz nic zrobić. Mroczny się nie zaprzyjaźnia. Jeżeli będziesz miała niebywałe szczęście, to może Mroczny przejdzie koło Ciebie. Być może uda Ci się wpaść w objęcia zniewalającej wody kolońskiej Mrocznego. A być może uda Ci się nawet stanąć tuż przy jego dłoni, ściskąjącej poręcz w tramwaju, którym się dla niepoznaki porusza. Ale pamiętaj, pod żadnym pozorem nie naruszaj jego strefy. Bo Mroczny się nie zaprzyjaźnia. (PS. Chyba, że jesteś niezłą blondyną. Wtedy wpadnij na herbatkę.)

A na koniec zostawiłem ulubioną korespondencję Mrocznego. Nie jest szczególnie rozbudowana, jej autorka nie porusza tam zawiłości współczesnej hermeneutyki, nie analizuje metaforyki Williama Blake'a, nawet nie poświęca szczególnej uwagi aktualnej sytuacji politycznej w Gruzji. Ma jednak bardzo ładne bikini. I to jest bardzo dobra pointa.

By tradycji stało się zadość, podziękować warto Francji. Za to, że jest. A w szczególe Ludivine Sagnier w basenie. Że jest.
22:03, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2007
Mroczna prawda
Panie i Panienki! Oraz inni dworzanie Najmroczniejszego Pana Rycerza! To do was oto kieruje się niniejsze słowa, jak bowiem na pewno znakomicie wszyscy wiecie, są na naszym świecie trzy rodzaje prawd: cała prawda, tylko prawda i ta najważniejsza - mroczna prawda. Nie będzie to pewnie szczególnie wielkim zaskoczeniem, jeśli moja skromna narratorska postać powie, że zajmiemy się dziś prawdą mroczną.

Nie ma lekko, tę mroczną prawdę pewnie znają nawet ci, którzy obok Jego Mroczności nawet nie stali. A ostatnio, wbrew temu co się mówi tu i ówdzie, jest gorzej nawet. Znaczy mniej lekko. Wiele, wiele miesięcy ludzie żyli w mroku i strachu, strachu i mroku, mroku, mroku i jeszcze bardziej w mroku. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że takie okoliczności przyrody są niemalże wymarzone dla Mrocznego Bohatera. Ale, tak jak Dzień Dziadka nie jest codziennie, tak i mroczne czasy skończyć się musiały. I dokonały one swego żywota na oczach całego świata, włącznie z Filipinami.

Inaczej jest jakoś. Ludzie tacy szczęśliwi i uśmiechnięci, spontanicznie łapią się za rękę zaraz po wyjściu ze swoich mieszkań. Mieszkania zresztą też inne jakieś - otwarte, rozświetlone, jeszcze dni parę i drzwi zdejmować się będzie, co by łatwiej się obejmować z sąsiadem było. Ach, żegnajcie smutki i problemy, ze wszystkim już sobie poradzimy. Jest super. Ja tak samo, jak kolega myślę. Że jest super.

Nowy bohater się na horyzoncie pojawił. Nie jest piękny ani smukły, córkę ma jeno urodziwą (tak ludzie gadają), a jednak wszyscy stoją murem za nim (no, co najmniej dwie trzecie). Mroczny już tak potrzebny nie jest. Ba, już prawie wcale potrzebny nie jest. Juź prawie chodzą za nim i już mu prawie mówią - ty się już skończyłeś. Nie chcemy, żebyś nas ratował. Nie chcemy, żebyś się spotykał z naszymi dziewczynami. Znikaj sobie do Irlandii, rycerzyku. Już mu prawie tak robią. Nie ma lekko. Źle ma.

Ale Mroczny ze spokojem na to patrzy. Nie bardzo się nawet rozgląda na boki, bo grube ubrania odstraszają lekko. Zły to świat, świat bez dekoltów głębokich i łydek zgrabnych. Zły to świat, który pozwala blondynkom chować się w szalikach i czapkach. Ale Mroczny akceptuje i to. On wie, że taka konstrukcja świata nie ma prawa przetrwać.

A teraz przechodzimy do tradycyjnego morału, więc wytężcie zmysły. Szczęście nie jest prawdą. Mroczny jest prawdą.

Wzorem wszystkich światłych i wykształconych powinienem podziękować tym, którzy cudu dokonali. Ale nie. Zamiast tego, pozdrawiam blondynki.
22:17, stereoboy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 października 2007
Mroczna rzeczywistość
Uczeni w piśmie powiadają, że tylko cierpliwi zostaną wynagrodzeni. Według staroegipskiej legendy, w dorzeczu Eufratu, żył onegdaj mąż stanu wspaniały, którego szanowali i kochali poddani jego. I otóż dnia pewnego, mąż ten opuścił pałac swój, opuścił piękny łańcuszek swych wyuzdanych nałożnic i poszedł w świat, świata tego bronić. Nie rozumieli niektórzy pobudek jego działań, ale to nie o nich ta historia. My zajmujemy się dziś tylko tymi, którzy to czekali i zaufali. Albowiem to oni otrzymali sowitą wypłatę od Pana swego, gdy powrócił nad Eufrat. I usiadł on wtedy, otoczony przecudnym wianuszkiem najzgrabniejszych nóg Mezopotamii i opowiedział on losy swe. Jako i Mroczny Rycerz, ustami narratora swego uczyni za chwilę.

Niech wstęp wystarczy wszystkim za tłumaczenie. Mroczny nie zwykł bowiem tłumaczyć się nigdy i nikomu, ale na wyraźną sugestię odnarratorską zdecydował się jednak na ten, jakże zgrabny przecież, wybieg stylistyczny. Ach, cóż to za koncept wyborny, Wasza Mroczności Niezmierzona!

Nie pora na owijanie w bawełnę, nie pora na zabawę gruszkami (spopielonymi, dodam szybko). Czasy są, jakie są, każdy wie. Rozstrzygają się losy świata i jego bezpośrednich okolic, nadeszła nieuchronna pora chłodów, panny młode nie biegają już w przykrótkich koszulinkach, nad osiedlem zapada, nomen omen, zmrok. Co nam zatem pozostaje? Li tylko minionych dni wspomnienie.

Wiedzcie zatem, że wszelkie sukcesy ostatniego czasu, jakie Wam tylko na myśl przyszły, są zasługą Mrocznej Wspaniałości. Trzy bramki Smolarka? To Mroczny grał za niego. Uwolnienie bułgarskich pielęgniarek w Libii? Mroczny podpowiadał Madame Sarkozy, co mówić. Literacki Nobel? Mroczny kiedyś, zapominając o tym, podesłał Pani Doris kilka pospiesznie skreślonych zdań. Mówić dalej? Wzrost gospodarczy, spadek bezrobocia, osiągnięcia kajakarzy, pieśniarzy i kolejarzy. Mroczność nad mrocznościami, a wszystko mroczność. Prędzej czy później.

Powiecie, jakże męczące to zajęcie. I tak, i nie. I nie, i tak. Pamiętajcie bowiem, z kim mamy do czynienia. Pamiętajcie, cóż za majestat bije od twarzy Naszego Bohatera. Pamiętajcie, jakże mocnym uściskiem narzuca on swój tok myślenia. Nawet Nicolas S. nie umiał nie poddać się dogłębnej indoktrynacji Przemrocznej Świadomości.

Jak w każdym odcinku, tak i w tym, szarpanym nieco, należy dziękować. Dziękuje się więc niektórym, tym, o których już było. Dziękuję się wszystkim innym, co niektórymi nie są, należą za to do kasty panien powabnych o zgrabnych nogach i pełnych piersiach. O, zakończmy na tym. Tymczasem.

18:30, stereoboy
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 lipca 2007
Mroczny Rycerz choruje

Tak się zdarza czasami, zazwyczaj się tak zdarza, to i się zdarzyć musiało. Jak się komu powodzi, to leci w ciepłe kraje, a jak się nie powodzi to ma ciepło pod kapturem.

W każdym razie, wieczór był, jak to zazwyczaj, a że cholerne lato trwa, to, niestety, mroku nie stwierdzono. Jeszcze. Mroczny się relaksował, jak to zwykle. Kąpiel, szampan, kawior, krewetki i te sprawy. To znaczy, nie dokładnie te sprawy, ale i tak było miło. Chociaż nie znaczy to wcale, że milej by być nie mogło. Jakby nagle się zdarzyła taka sytuacja, że oto do drzwi dzwoni sąsiadka, w wieku młodym, gorąco jest, więc nie całkiem ubrana, to pewnie Rycerz zdjąłby z wieszaka ręcznik swój mroczny i pięknie się nim opatulając, otworzyłby. Się to nie, ale drzwi pewnie. Ale nie, jest lipiec, ludzie sobie jeżdżą, nie potrzebują już tak bardzo Mrocznego. Taki czas. Ciepłe kraje dla blond dziewczynek, mroczny los Mrocznego dla niego samego.

Jakby mało tego było wszystkiego (a nie jest mało), to się jeszcze okazało, że Jego Mroczność zachorowała. Olaboga. Najgorsze są chwile, gdy na superbohatera spadają ludzkie troski. Ale skoro czas jest, jaki jest i jako wyżej stoi, to nie ma co popadać w jesienny stan obniżonej obronności organizmu, bo na to jeszcze przyjdzie czas. Pora wstać, przywdziać kaptur, miecz mroczny w rękę schwycić i wyruszyć.

Jak tu się ruszyć jednak, gdy stan ogólno psychofizyczny słaby, oj słabiuteńki? Waleczność 1 w skali do 10, mroczność 9,5 w skali do 10 (pełna dycha by była, ale Mroczny lubi się czasem porównywać i zestawiać z Mickey'em Rourkem; na korzyść, rzecz jasna). W chwilach takich jak ta, Mrocznemu zdarza się powrócić myślami do chwil błogiego dzieciństwa i treningu, jakiego udzielał mu Mistrz jego niezrównany, Hattori Hanzo. Otóż, wspomniany ów Mistrz Hattori zwykł mawiać: "Gdy opadnie ci hemoglobina, myśl jest jedna - aspiryna!". Ha, proste, a jak wiele zagubionych istot już uratowało.

Jeżeli myślicie, że w przypadku Jego Mroczności jest to równie nieskomplikowane, czym prędzej opuśćcie tę stronę, albowiem to, co Wam teraz opowiem przerażające jest jak jęk głodnego kojota o wpół do pierwszej w nocy, na opuszczonej drodze do kopalni w południowym Teksasie. To, co za chwilę przeczytacie, nie mieści się w głowie profesora Kołakowskiego. To, co się teraz wydarzy, przeczytać mogą tylko niestrudzeni i prawdziwi uczniowie mroku.

Podnosi więc Mroczny głowę z podgłówka swego. Stolik jest daleko, wiele mil go dzieli od niego. Wiele mil, zanim dotrze i zaśnie naprawdę, i czas zatrzyma. Czas ogórków i kanikuły (przypisek narratora - nie akceptuję tego słowa, ale Mroczny bardzo na nie naciskał). Czas, gdy dziewczęta się rozjeżdżają i prażą swoje młode ciała na gorącym słońcu, dopóki ich skóra nie nabierze zapachu mlecznej czekolady z bakaliami.

Zwleka więc Mroczny ciało swe, pancerzyka pozbawione, zwleka, by być bliżej stolika, o wiele mil go dzielącego. Na stoliku aspiryna. Cudowne panaceum i pandemonium zarazem (jeżeli ktoś nie łapie kontekstu, pretensje do MR). Blisko, coraz bliżej.

I jest, jest, tuż tuż już jest. Ach, jaka rozkosz, niemalże porównywalna z wizytą młodej, nie całkiem ubranej sąsiadki u drzwi. Niemalże taka, jak blond dziewczę w ciepłym kraju. Dobrze jest, bo tak być miało.

Dziś jeszcze, zanim się rozstaniemy, Mroczny chciałby Wam słów kilka bezpośrednio powiedzieć (taki metatekstowy eksperyment):

"Uważajcie na siebie w znamienitych podróżach Waszych, albowiem nie znacie dnia, ni godziny." (dodam od razu, że słów tych było więcej, ale MR popłynął na temat opalonych ramion, letnich sukienek, wafelków, gumy balonowej, Drużyny A itd.)

Dziękujemy przede wszystkim firmie Bayer z Leverkusen, która udostępniła nam aspirynę do dzisiejszego odcinka.


14:15, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2007
Mroczny Rycerz śpi.
Wbrew temu, co moglibyście sobie pomyśleć po tytule niniejszej notki, akcja nabiera przyspieszenia. W przypadku Mrocznego Rycerza zawsze jest bowiem na odwrót - jeżeli u nietoperza akcja serca w trakcie snu zwalnia, to u Mrocznego oczywiście przyspiesza. Mroczny nigdy nie zasypia naprawdę, nie wiadomo też do końca co się dzieje wówczas z jego czasem (fenomen ten próbowali wyjaśnić Pogromcy mitów z Discovery Channel, cóż, polegli). Mroczny nie mógłby sobie pozwolić na to, aby podczas jego snu, nikt nie pilnował świata. Przy czym nie posiłkuje się tu zwyczajnym "jedno oko śpi, a drugie pracuje". On jednocześnie śpi i pilnuje. Dobrze i pięknie jest być Mrocznym Rycerzem. Dobrze i pięknie jest być osobą, która jest tak blisko Mrocznego Rycerza.

Gdyby żył, dzisiejszy odcinek zapewne sponsorował Freud. I Morfeusz. Tak, trochę będziemy w matriksie.

Prawie północ, wtedy rozpoczynają się wszystkie przygody Mroczności (o północy jest zbyt trywialnie). Przed północą kończą się już wszystkie ciekawe seriale, latem w ogóle wszystko się już wtedy kończy. Piwo się kończy, wódka się kończy, kobiety też już skończyły (trudno dotrzymać kroku Mrocznemu). Mroczny się nie kończy. Mógłby tak siedzieć i siedzieć, ale aby zachować pozory człowieczeństwa, również decyduje się zasnąć, wraz z innymi. Ostatni rzut oka na osiedle. Spokój. Gwałciciele na urlopie nad morzem, tam łatwiej o dobrą pracę. Licealistki na wakacjach nad morzem, tam łatwiej o gwałcicieli teraz. Spokój.

Brzdęk i pisk znikąd dociera nagle do czujnych zmysłów Mrocznego Rycerza. I co widzi przed sobą? Nic nie widzi, bo wielki zamaskowany Afroamerykanin przed nim staje (tu należą się odnarratorskie wyjaśnienia, że nie wiemy, czy był on z Afryki, czy z Ameryki, ale polityczna poprawność każe nam ugiąć szyję; ja, jako narrator obawiałem się zresztą, że Agora odbierze nam możliwość publikowania dalszych przygód, jeżeli Mroczny będzie walczył po prostu z Murzynem). Staje i nic. Śmieje się szeroko. Zębami białymi świeci w mroku. Świeci i znika. Znika? Nie, stoi w mroku. Mroczny mu na to reflektorem w mrok.

Skutecznie całkiem, bo coś się zaczyna dziać. Chwytają deskorolki i rozpoczynają fascynujący pościg wokół ławek i obsikanych drabinek. Pamiętacie Bullita? To jest nic, Steve McQueen mógłby co najwyżej kółko od deski Mrocznemu przeczyścić. A i to wcale nie takie pewne. Zwrot akcji, chwytają rowery, niskie BMX, pojedynkują się na triki. Czarny kontra Mroczny. Pojedynek poza szosą.

(Krótka przerwa dla zmęczonych szybką akcją na zaczerpnięcie powietrza lub łyk gorzkiej, wystudzonej herbaty.)

Pora na skutery. Vespa. Piękne, smukłe maszyny, wspaniale opływowe kształty, napięte do granic wytrzymałości mięśnie jeźdźców. Nie wiedzieć skąd, wzdłuż trasy pojawiają się wiwatujące tłumy dziewcząt, po jednej stronie blondynek, po drugiej brunetek. Machają, rzucają kwiaty, wkładają sobie palce do oczu, wyrywają sobie długie pasma włosów. Piękne.

Nadchodzi ostateczne starcie dwóch żywiołów. Czarny pas kontra nadprzyrodzone moce. Nagle cisza.

Ciszę przerywa dzwonienie. Tak, to butelki tak dzwonią, zna Mroczny Rycerz dźwięk ten bardzo dobrze. Butelki od piwa tak dzwonią. Butelki od piwa nie są już butelkami od piwa, bo pełne są. Piwa są pełne. Coś jeszcze dzwoni, inaczej trochę. To butelka innego, kolorowego alkoholu tak dzwoni inaczej. Znany ten dźwięk jest. Dobrze znany. Ktoś niesie butelki te wszystkie. Dziewczę jest to młode, jak snop siana jasne, błyszczące dekoltem i gładkimi nogami.

Czy w takiej chwili wypada dziękować? Zawsze.
22:15, stereoboy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2